![]() |
|||||||||||||
|
OPIS CMENTARZA W GRODZISKU z 1877 r. wg MARII KONOPNICKIEJ ZAMIESZKAŁEJ W POBLISKIM GUSINIE w latach 1872-1877 Nie widziałam milszego zakątka, jak był mały, wiejski cmentarz w Grodzisku. Niski wał z kamieni z trzech stron go tylko grodził, ale z czwartej za to grunt był wzniesiony dość znacznie, a pod nim, jak okiem zajrzeć, ciągnęły się mokre łąki, wiły strugi i czerniły kępy olszowe. Moi kochani dobranoc. Dobrze jest cóż boska moc Czyni z nami. Dziękuję wam za waszą wierność. Jezus woła mnie na wieczność. BądĽ i z wami. Była to bardzo piękna tablica, a dobroduszność tego napisu zawsze mnie rozrzewniała głęboko. Ale prawdziwym triumfem Sroczyńskiego był krzyż ogólny cmentarny, w pośrodku mogił stojący, wedle jego dyspozycji zrobiony. Krzyż ten był cały czerwony, trzy białe gałki miał u szczytów, a poniżej przybitych stóp Chrystusa wielką trupią głowę na dwóch piszczelach, jakby z mamuta wyjętych, opartą, pod nią zaś tablica z takim napisem: I nierychło, nierychło godziny spływają, Ach, leniwe kwadranse rokiem się stają, Żelazne czasy moje i chwilowe wieki, Przez które z łez nie oschną powieki. Nieszczęśliwe kwadranse, przeklęte minuty, Niejeden z was przeminie i styczeń, i luty. I miesięczne promienie zagasną, i słońca, A nigdy się wieczność nie doczeka końca. Podobno Sroczyński kupił sobie w tym czasie srebrny zegarek i to zapewne natchnęło go owymi aluzjami do kwadransów i minut. Cmentarz w Grodzisku był zwykle bardzo ożywiony: to krowina jaka połakomiła się na nędzny chwast, jaki tam wyrastał, to szkapa spętana wlazła i wyleĽć nie chciała to kury grzebały się w piasku. Ale najwięcej ruchu sprawiały chłopaki wdrapujące się pod górę, od łąki, po fujarki wiosną. Co która wierzba wypuściła rózgę, chlast!...już jej nie ma. A pod drzewem leży wykręcony biel, czasem mokry jeszcze od miazgi, i trzpień zepsuty, i moc naszarpanych liści, a na całym tym pobojowisku siedzi Antek od kowala; bose nogi zwieszają mu się z górki, muchy łażą mu po twarzy, włosy na oczy spadły, on gra, a gra, aż echo od kęp olszowych idzie, a tu mu skowronek podrzeĽnia, w ton wpada, przebija zawodzenie fujarki i ginie w jasności słonecznej. (Maria Konopnicka, Pisma wybrane, Warszawa 1951r. „Książka i Wiedza „ t. II, str. 151-153) |
|